Ze Szczecina — 37 km, krócej niż do Kołobrzegu po lody
Jedziesz przez Gryfino, mijasz Schwedt, skręcasz w kierunku Gerswalde i nagle jest cicho. Tak cicho, że słyszysz własne myśli — co dla niektórych może być nieprzyjemnym doświadczeniem. 37 kilometrów, 40 minut. Bez autostrady, bez korków, bez tego uczucia że „jeszcze daleko". Ostatnia stacja benzynowa jest w Schwedt. Ostatni sklep też. Potem jest już tylko droga, las i pytanie, czy na pewno masz dość wody w samochodzie.
Z Gorzowa — 95 km, ale warto
Z Gorzowa Wielkopolskiego jedziesz przez Kostrzyn nad Odrą i dalej przez Schwedt. Jakieś 95 kilometrów, godzina dwadzieścia. Trochę dalej niż ze Szczecina, ale nadal bliżej niż do Berlina. I zdecydowanie bliżej niż do jakiegokolwiek torfowiska w Polsce, które wyglądałoby tak jak to. Po drodze mijasz Odrę, mijasz granicę, mijasz Schwedt — i nagle jesteś w miejscu, gdzie nikt nie mówi po polsku, nikt nie sprzedaje zapiekanek i nikt nie pyta czy masz paragon.
Z Berlina — 87 km, dla porządku
Jeśli akurat jesteś w Berlinie — A11 w kierunku Prenzlau, zjazd Gerswalde. 87 km, godzina dziesięć. Ostatni sensowny supermarket i stacja benzynowa to Oranienburg albo Templin. Berlińczycy znają to miejsce od lat i jeżdżą tu regularnie. Ty masz przewagę — ze Szczecina jest bliżej. Dwa razy bliżej. I nie musisz siedzieć w berlińskich korkach w piątkowe popołudnie.
8 godzin, jedno torfowisko, dużo błota
Realistyczny plan dnia — nie z broszury, z doświadczenia. Zakładam że jedziesz ze Szczecina, masz psa (albo nie — to torfowisko działa tak samo bez psa), i że nie masz nic przeciwko wróceniu do domu brudnym.
Dwa dni — zero atrakcji turystycznych
Mówię „zero atrakcji" w sensie: nie ma tu zamku, muzeum ani wesołego miasteczka. Atrakcją jest to, że tu nic nie ma. I że po dwóch dniach na torfowisku wracasz do domu z poczuciem, jakbyś był na tygodniowym urlopie. To działa — szczególnie jeśli na co dzień siedzisz w biurze i twój kontakt z naturą ogranicza się do doniczki na parapecie.
Dzień 1: Przyjazd, zakwaterowanie, szlak Von Moor zu Moor (11 km). Kolacja w Templin albo gotowanie w domku — zależy od budżetu i ambicji kulinarnych.
Dzień 2: Pinnower See + okolice Templin. Są miejsca gdzie pies może się wykąpać. Ty też. Wyjazd po południu. W Szczecinie przed zmrokiem.
Nie ma tu zamku, muzeum ani wesołego miasteczka. Atrakcją jest to, że tu nic nie ma. I właśnie dlatego tu przyjeżdżasz.
Co zabrać — i czego nie zabrać
Listę robię na podstawie błędów które sam popełniłem. Albo popełniłby każdy, kto pierwszy raz jedzie na niemieckie torfowisko myśląc że to „taki spacer".
Buty trekkingowe — wodoodporne. Adidasy nie przeżyją pierwszego kilometra.
Woda — 2 litry na osobę minimum. Tam nie ma sklepu. Serio, nie ma.
Ręczniki z mikrofibry — duże. Na siebie i na psa.
Worek na błoto — na buty, na ubrania, na wszystko co było czyste rano.
Kurtka przeciwdeszczowa — pogoda zmienia się szybciej niż twój nastrój.
Powerbank — zasięg jest słaby, GPS żre baterię.
Białe buty — nie komentuj, widziałem to.
Oczekiwania — to nie jest park z ławkami co 200 metrów.
Plan B — tu nie ma planu B. Jest torfowisko i jest powrót do auta. Tyle.
Dlaczego nie Spreewald
Spreewald to taki Uckermark, tylko z 2,5 miliona turystów rocznie, kolejkami do kajaków i cenami jak w centrum Berlina. Psy na większości łodzi nie są mile widziane. Parkowanie to koszmar. I wszędzie stoją ludzie z telefonami robiąc zdjęcia ogórkom. Uckermark ma ułamek tego ruchu, zero tłumów i psa możesz zabrać wszędzie — pod warunkiem że jest na smyczy. Decyzja jest prosta. Chyba że lubisz ogórki.